Newsletter

Wydarzenia i szkolenia
  • Szkoła Zrozumieć Konie *** ŁOMIANKI

    Terminy zjazdów: 28-29.IX, 26-27.X, 23-24.XI, 14-15.XII, 18-19.I, 15-16.II, 14-15.III, 18-19.IV, 16-17.V, 20-21.VI.

    Osoby zainteresowane uczestnictwem w II edycji 2020/2021 rozpoczynającej się we wrześniu 2020 proszę o kontakt mailowy monika@zrozumieckonie.pl

Koń nie może mieszkać sam

Materiały » Koń nie może mieszkać sam

Wielu osobom wydaje się, że jeśli mieszkają na wsi i posiadają trochę ziemi, to są to wystarczające warunki, by sprawić sobie konia, którym same będą się opiekowały. Często takie nierozważne, oparte na niewiedzy decyzje, rodzą szereg problemów, z którymi potem przyjdzie się borykać i jak zwykle najbardziej ucierpi na tym koń.

Przy całej dostępnej dziś wiedzy o koniach i ich potrzebach naturalnych, fakt, że koń jest zwierzęciem stadnym i nie powinien mieszkać sam, wydaje się tak oczywisty, że nawet nie warto o tym pisać. A jednak ostatnio często stykam się z sytuacjami, kiedy to rodzina, która wyprowadziła się niedawno na wieś, decyduje o zakupie konia dla dziecka lub osoby dorosłej i trzymaniu go w pojedynkę w przydomowym ogródku.

Doświadczony koniarz nie wpadłby na to, żeby trzymać konia samego. Nawet, gdyby miał ku temu możliwości, nie zrobiłby tego swojemu koniowi. Za wiele wie o koniach i rozumie, jak ważne jest dla konia towarzystwo innych przedstawicieli jego gatunku. Jednak jeździectwo rozwija się w Polsce prężnie i co roku przybywa nowych adeptów. Niestety coraz częściej zdarzają się takie sytuacje, kiedy ktoś nie zdążył jeszcze ugruntować swojej wiedzy - na przykład jeździł konno przez dwa tygodnie na „wakacjach w siodle” i już decyduje się na zakup konia, i co gorsza – trzymanie go u siebie pod domem. O ile ktoś rozsądny nie przekona tej osoby do odwleczenia decyzji w czasie, taka osoba swój cel realizuje.

DOBRO KONIA i NASZE BEZPIECZEŃSTWO

Zwykle takie beztroskie nastawienie wypływa z całkowitej niewiedzy o życiu z końmi i nieświadomości podstawowych końskich potrzeb. Tacy właściciele nowicjusze przekonani są, że wszystko będzie dobrze, bo przecież na wsi konie mieszkają zwykle same lub w towarzystwie krowy czy świni i wszystko jest w porządku. Czasem ktoś doradzi im, że można przecież kupić owieczkę lub kozę do towarzystwa i już ich koniowi nie będzie smutno. Rzeczywiście, można w ten sposób spróbować, ale jeśli naprawdę zależy nam na dobru naszego konia, czy naprawdę warto?

Przede wszystkim koń jest zwierzęciem stadnym. Większość ssaków to zwierzęta stadne, w tym również my - ludzie. Nawet jeśli czasem lubimy temu zaprzeczać, wszyscy potrzebujemy przedstawicieli naszego gatunku, by dobrze funkcjonować. Z koniem jest podobnie. Potrzebuje stada do poczucia bezpieczeństwa, do motywacji do ruchu, do zabawy i co ważne - do ugruntowania swojej tożsamości jako konia. Odebranie koniowi codziennego kontaktu z innymi końmi może zaowocować szeregiem problemów: koń będzie nieszczęśliwy, nerwowy, płochliwy. Będzie na nas próbował swoich sił jako przewodnik stada i jeśli nie będziemy mieli dość doświadczenia, by utrzymać tę pozycję, przegramy. Może się też zdarzyć tak, że koń potraktuje nas całkowicie jako swoje stado, będzie za nami chodził ja pies, gdy tylko pojawimy się na podwórku. Wiele osób bardzo cieszy taka więź, ale czy takie uzależnienie na pewno jest dla naszego konia dobre? Koń wybiera człowieka, bo nie ma alternatywy. O wiele cenniejszym kontaktem i prawdziwą więzią jest sytuacja, gdy w stadzie kilku koni nasz koń wciąż podąża za nami i to z nami chce być. Pomyślmy też o wszystkich tych godzinach, gdy będziemy w pracy, w szkole, sytuacjach gdy wyjedziemy na wakacje. Jak będzie wtedy wyglądało życie naszego konia? Będzie stał sam i czekał na nas. I tak przez kolejne lata. Czy to dobre życie?

W przypadku konia, który stoi wciąż sam, niebezpieczne mogą okazać się sytuacje, kiedy w  końcu spotkamy się z innym koniem np. podczas przejażdżki w terenie. Jeśli konia dosiada niewprawny jeździec, może stracić nad nim kontrolę, bo dla konia będzie to bardzo ekscytująca okoliczność.

Warto pamiętać, że te stojące w pojedynkę wiejskie konie, po obserwacji których często wnioskuje się, że koń może mieszkać sam, mają nieco spokojniejszy temperament i mniej się denerwują niż rasy gorącokrwiste używane dziś w rekreacji. Poza tym ich zachowanie jest również efektem wychowania przez gospodarza, czasem dość ostrego, jednak w efekcie nie pozwalającego na przejęcie przez konia roli lidera, z czym nowo upieczeni właściciele maja największy problem. Oczywiście niezależnie od zimnokrwistej rasy i temperamentu również te konie są szczęśliwsze żyjąc w stadzie. Natomiast wracając do sytuacji, gdy ktoś trzyma w domu kozę czy owcę wraz z koniem, to one również mają lepsze i gorsze scenariusze. Niestety często zdarza się tak, że konie wcale nie lubią swoich mniejszych sąsiadów i bardzo ich gnębią. Zdarza się, że biedna owca spędza cały dzień w kącie boksu i boi się ruszyć, bo jeśli tylko wystawi z niego nos jest przez konia kopana lub gryziona. Z pewnością ani koń ani owca nie są w takim układzie szczęśliwi.

Jeśli kogoś nie przekonują argumenty o dobru konia, o tym, że w pojedynkę będzie mu na dłuższą metę źle, pomyślcie o zdrowiu i bezpieczeństwie – waszym, waszej rodziny i konia. Jeśli wy lub wasze dziecko jest początkującym, niezbyt jeszcze doświadczonym jeźdźcem i właścicielem konia, jeśli nie możecie liczyć w danej chwili na pomoc kogoś kompetentnego np. instruktora jeździectwa, to wszystkie niebezpieczne sytuacje będą dla was podwójnie groźne. Osoba początkująca różnie może zareagować w kłopotach, większość reakcji to niestety odwrotność tego, czego potrzebuje w chwili stresu koń. Mamy tendencję do panikowania, chaosu, do reakcji za późno, za wcześnie, za mocno albo nie reagowania wcale. Rodzice kupujący swoim małoletnim dzieciom konia, sami się na tym nie znając, choć działają w dobrej wierze, narażają swoje dzieci na wiele niebezpieczeństw, nawet o tym nie wiedząc. Również w tak ważnej kwestii jak pierwsza pomoc dla koni, rozpoznawanie drobniejszych kulawizn czy podstawowych chorób. Będzie nam trudniej zareagować, jeśli nie będziemy wiedzieć jak, o ile w ogóle zauważymy, że koniowi coś dolega. Niestety o wszystkich tych problemach myślimy dopiero, gdy się nam przytrafiają. W momencie zakupu konia niewiele osób jest wystarczająco przewidujących i odpowiedzialnych, by na takie sytuacje się przygotować.

KOŃ NA KOMUNIĘ

Jak wielką niewiedzą cechują się niektórzy współcześni nabywcy koni, ilustruje poniższa historia. Zadzwonił do mnie pan, który planował kupić swojemu 8letniemu synowi rocznego ogierka folbluta – w prezencie na komunię. Jak usłyszałam, rodzina miała przeprowadzić się w najbliższe lato na wieś, w związku z tym podjęto decyzję o zakupie konia i trzymaniu go przy domu. Pan chciał się upewnić, co do słuszności swojej decyzji. Okazało się, że syn jeździ konno od kilku miesięcy, ale koni się boi. W związku z tym, żeby go ośmielić, tata postanowił kupić źrebaka, bo to koń niedużego wzrostu, więc „razem z synkiem będą rosnąć i się uczyć”. Tata, ani nikt pozostały z rodziny nigdy nie miał do czynienia z końmi i na koniach się nie zna. Ogierek miał stać sam w dużym przydomowym ogrodzie. Z każda kolejną informacją włosy jeżyły mi się coraz wyżej na głowie. Każdy, kto choć trochę zna konie, już widzi oczyma wyobraźni różne katastrofalne scenariusze. Stwierdzenie, które już całkowicie odebrało mi mowę, brzmiało: Wie Pani, chciałbym trzymać tego konia u siebie, bo słyszałem, że konia łatwo jest zepsuć. Nie chciałbym, żeby ktoś mi go znarowił. Starając się zachować spokój tłumaczyłam panu, że pierwszą osobą która może tego konia zniszczyć, jest właśnie on sam!

Jak historia się skończyła, nie wiem. Pan, miły i elokwentny rozmówca, podziękował mi za porady (by konia absolutnie nie kupować!) i stwierdził, ze rzeczywiście troszkę się pospieszył z decyzją. Smutne jest w tej historii to, że poza brakiem rozwagi ze strony tego pana, wszyscy którzy doradzali mu w wyborze konia, utrzymywali go w przekonaniu o słuszności jego decyzji. Górę wzięły finansowe korzyści - oby tylko za wszelką cenę „wcisnąć konia laikowi”. Ilustruje to wciąż niski poziom świadomości, wiedzy i odpowiedzialności niektórych instruktorów i hodowców, na których porady powoływał się dzwoniący do mnie pan.

Powyższa historia jest też przykrym przykładem mody, która pojawiła się u nas ostatnimi laty - kupowania dzieciom zwierząt, w tym koni, z okazji komunii czy na przykład w prezencie od dziadków – pod choinkę. Mało jest dzieci, które w wieku 8-10 lat są tak odpowiedzialne i pewne tego, co chcą robić w życiu, by kupno konia było odpowiednim pomysłem. I jest to w tym wieku zupełnie normalne, nawet jeśli dzieci deklarują inaczej. To rodzic musi się tu wykazać dojrzałością i odpowiedzialnością. Zachęcam do wysłania najpierw dziecka na obóz jeździecki, a potem do dzierżawy konia w zaprzyjaźnionej stajni, by sprawdzić, jak naprawdę wygląda ta pasja do koni i czy jest trwała. Unikniemy w ten sposób wielu kłopotów i rozczarowań a czasem i końskich dramatów, kiedy to niechciany już kucyk czy źle wychowany przez niewprawną osobę ogier będzie miał problem ze znalezieniem nowego domu.

MIAŁ BYĆ JEDEN, MAMY CZTERY

Znam kilka osób, które kiedyś, gdy mało jeszcze wiedziały o koniach, zdecydowały się na zakup jednego konia i trzymanie go pojedynczo przy swoim domu. Wszystkie te osoby wraz z nabywanym doświadczeniem, wiedzą o koniach, oraz po kilku mniejszych i większych katastrofach, postanawiały zmienić swoje pierwotne plany i podejmowały decyzję o zakupie co najmniej jeszcze jednego konia.

Pierwszy  koń jest wtedy zwykle przeszczęśliwy, choć pierwsze końskie powitania i ustalanie hierarchii może wyglądać groźnie, a czasem nawet być groźne, zwłaszcza jeśli koń długo był sam i już zapomniał o stadnych „manierach”. Może się też zdarzyć, choć na szczęście nie tak często, że konie się nie polubią, albo jeden będzie wyraźnie dominował nad drugim i notorycznie go kopał/gryzł tak że konie nie będą mogły mieszkać razem – przynajmniej nie w jednym boskie i nie na jednym padoku. Zakładając jednak pozytywny scenariusz, gdy pojawia się drugi koń, ten pierwszy ma wreszcie przyjaciela. Ma z kim się poczochrać po kłębie, czasem pokłócić, czasem pobrykać, a przede wszystkim po prostu być razem. Zakup drugiego konia rozwiązuje wiele problemów, ale też tworzy nowe. Chyba najważniejszym z nich jest fakt, że gdy konie stoją tylko we dwa, zwykle więź między nimi jest bardzo silna, czasem chorobliwie silna. W efekcie czego nie możemy na przykład pojechać na spacer w teren na jednym z koni, bo drugi bardzo się denerwuje i nawet kosztem zrobienia sobie krzywdy, próbuje sforsować ogrodzenie lub galopuje do utraty sił po padoku, gdy zostaje sam. Jeśli w rodzinie jeździ tylko jedna osoba i wspólne tereny z kimś jeszcze nie są możliwe, może to być poważnym utrudnieniem.

Gdy nic już nie pomaga, wiele osób w tej sytuacji decyduje się na zakup trzeciego konia. Powoli zbliżamy się do względnej równowagi w naszym przydomowym mini stadzie. Możemy pojechać sami w teren, bo w domu zawsze zostają dwa konie i nie doskwiera im samotność. Za to dla kontrastu nie pojedziemy z kimś w parze, bo w domu znów zostanie tylko jeden koń! W tej sytuacji, niektórzy właściciele decydują się na jeszcze jednego konia – już czwartego! Przy takim stadzie możemy pojechać w teren zarówno z kimś jak i w pojedynkę, a poza tym, jak zauważają troskliwi właściciele, konie są jeszcze szczęśliwsze, bo lubią trzymać się parami i teraz każdy ma przyjaciela. Miał być jeden, mamy cztery.

Dla wielu osób życie z końmi jest wspaniałym doświadczeniem i nie wyobrażają sobie, żeby było inaczej. Nawet, jeśli nie planowali takiego scenariusza, jak opisane powyżej, gdy okazuje się, że konie są bardziej wymagającymi zwierzętami niż przewidywali, potrafią dostosować się do ich wymogów i zapewnić im niezbędne warunki do życia. Cieszy ich i odpowiada im codzienne wczesne wstawanie, stajenny obrządek i związane z końmi obowiązki. Jednak innych, na drodze kolejnych doświadczeń, obowiązki te zaczynają przerastać, zarówno pod względem czasowym, finansowym jak i gasnącego zapału. Jeśli zatem czytacie ten tekst, bo właśnie myślicie o zakupie konia dla siebie i trzymaniu go przy domu, proszę w imieniu tego konia, byście to jeszcze przemyśleli. O ile nie jesteście gotowi na duże zmiany w waszym życiu, trzymanie konia u kogoś na pensjonacie, a czasem dzierżawa konia na próbę, są optymalnym rozwiązaniem oraz czasem próby i nauki dla was - zanim zdecydujecie się sprowadzić konia do swojego domu. Jeśli naprawdę kochacie konie, będzie wam zależało na podjęciu jak najbardziej przemyślanej i mądrej decyzji.