Newsletter

Wydarzenia i szkolenia
  • Szkoła Zrozumieć Konie *** ŁOMIANKI

    Terminy zjazdów: 28-29.IX, 26-27.X, 23-24.XI, 14-15.XII, 18-19.I, 15-16.II, 14-15.III, 18-19.IV, 16-17.V, 20-21.VI.

    Osoby zainteresowane uczestnictwem w II edycji 2020/2021 rozpoczynającej się we wrześniu 2020 proszę o kontakt mailowy monika@zrozumieckonie.pl

Hubertus... ale z głową

Materiały » Hubertus... ale z głową

Przełom października i listopada. W stajniach sezon Hubertusowy kwitnie. W wielu ośrodkach jeździeckich to wielkie święto, takie symboliczne podsumowanie roku. Jeźdźcy szykują się do niego z dużym wyprzedzeniem i na zapas przeżywają czekającą ich gonitwę…

Hubertusy wyglądają bardzo różnie, zależnie od stajni. Z założenia powinno być tak, że galowo ubrani jeźdźcy jadą wspólnie w teren, a na jego zakończenie na dużej otwartej łące gonią jeźdźca-lisa. Jest to tak naprawdę bardzo trudny sprawdzian dla jeźdźca i konia, żeby wystąpić w takim wydarzeniu z opanowaniem, spokojem i klasą.

Większość znanych mi koni, nie jest gotowa na takie wyzwanie i w efekcie wygląda to inaczej: widzimy dużo szarpania, kopania, ciągnięcia i wieszania się na pysku. Jeśli macie wątpliwości, obejrzyjcie zdjęcia z gonitw Hubertusowych z poprzednich lat. Popatrzcie na oczy i pyski koni. Ból, ucieczka, przerażenie, amok. Konie spocone bardziej niż kiedykolwiek. Jeźdźcy po alkoholu, albo co jeszcze bardziej prawdopodobne – w trakcie… Brzmi okropnie, ale czy często nie tak właśnie to wygląda?

Jeśli Hubertus w Waszej stajni wygląda tak, jak ten opisany powyżej, zachęcam do zastanowienia się, czy warto brać w nim udział, czy chcemy to robić naszemu koniowi?

Znam wiele osób, które przez cały rok starają się pozytywnie pracować ze swoimi końmi. Próbują różnych metod, jeżdżą na szkolenia, krok po kroku próbują zbudować z koniem dobrą relację i dobre jeździeckie nawyki. I potem, co zupełnie nie pasuje do ich wszystkich poczynań, decydują się na udział w stajennym Hubertusie, w takim katastroficznym wydaniu, jak opisałam powyżej.

Jeśli podejmujemy taką decyzję, musimy liczyć się z tym, że ceną za udział w Hubertusowym szaleństwie będzie utrata części zaufania, jakim obdarzył nas koń. W jakimś stopniu tracimy też lekkość jego reakcji. Nie może być inaczej, gdy w pewnych okolicznościach jesteśmy gotowi zaaplikować tak duży nacisk na jego ciało, który w zasadzie nie jest już zwykłym naciskiem. To ból. Ból przy nagłych zwrotach, hamowaniu, ściganiu się po lisią kitę za wszelką cenę.

Często jesteśmy pod presją kolegów, nie mamy odwagi się wyłamać. Czujemy się rozdarci pomiędzy dobrem konia kosztem bycia stajennym odludkiem, a dobrą zabawą i aprobatą otoczenia kosztem niszczenia relacji z koniem. Pamiętajmy jednak, że na końcu, to koń płaci za Hubertusa najwyższą cenę.

Wcale nie musi tak być. W wielu stajniach Hubertusy wyglądają już zupełnie inaczej. Nie ma potrzeby, by odbywały się kosztem koni.

Przede wszystkim, większość odpowiedzialnych właścicieli stajni, dzieli grupy jadące w Hubertusowy teren wedle poziomu umiejętności koni i jeźdźców. Zwykle jest to podział na grupę kłusującą i galopującą, ale spotykam się też z grupami stępującymi, dla osób, które chcą odbyć w ten dzień naprawdę spokojną przejażdżkę.

Znam stajnie, gdzie jeźdźcy rezygnują z gonitwy, wystarczy im wspólny uroczysty teren. Czasem ubierają się w galowy strój jeździecki i odświętnie szykują konia, a czasem przebierają się w jakieś stroje według określonej konwencji lub całkowicie dowolnie i tak przebrani jadą na wspólny spacer.

W niektórych stajniach gonitwę zastępuje się inną formą zabawy np. lisem szukanym. Po wspólnym terenie, wszyscy wjeżdżają na wielką łąkę, a tam zamiast pogoni, rozpoczyna się poszukiwanie lisa (zwykle jakiejś maskotki) schowanego wśród drzew, krzewów i traw.

W jednej stajni, gdzie kiedyś mieszkały moje konie, mieliśmy też lisa szukanego na piechotę dla wszystkich osób z młodymi końmi lub końmi po kontuzjach i dla tych, którzy po prostu nie chcieli się ścigać.

Był i taki Hubertus, gdzie po wspólnym terenie konie poszły spokojnie na padok, a my mogliśmy się sami wykazać, typowymi dla stajennych klimatów umiejętnościami jak: wyścigi w workach, przenoszenie wiader z wodą, slalom taczką na czas itd. Odwiedziłam też kiedyś Hubertusa, gdzie zamiast gonitwy zorganizowano mini zawody: wyścigi stępem, oraz pokonywanie w stępie toru przeszkód podobnego do rozwijającego się dziś Horse Agility. W jeszcze innej stajni widziałam Hubertusa, gdzie gonitwa owszem odbyła się, ale z założenia tylko w kłusie, co znacznie oszczędziło konie.

We wszystkich tych stajniach jeźdźcy zawsze dobrze się bawili, a konie dobrze to znosiły. Nie trzeba było niczego żałować. Nie było zerwanych ścięgien i innych kontuzji, i co ważne nie było też wypadków z udziałem ludzi. Zachęcam więc do refleksji i bycia pomysłowym. Wybierzcie to, co będzie najlepsze dla Waszego konia. Hubertus może być naprawdę udany – również dla koni, jeśli zorganizujemy go z głową. I z sercem.

p.s. Na jednym z kursów Steva ktoś powiedział kiedyś „Steve, to wszystko, co pokazujesz, jest bardzo ciekawe, te ćwiczenia, podejście, spokój, ale czy nie kusi Cię czasem, żeby tak po prostu pojechać w teren i poszaleć?” Steve odpowiedział „Pewnie, że lubię jeździć z wiatrem… ale na spokojnym, ufnym i zrelaksowanym koniu.”