Newsletter

Wydarzenia i szkolenia

Czy konie są złośliwe?

Aktualności » Czy konie są złośliwe?

24.02.2017

Znajoma zapytała mnie kiedyś, czy moim zdaniem konie są złośliwe. Byłam zaskoczona, że to ona porusza ten temat, bo to doświadczona osoba i zakładałabym, że akurat ona zna już odpowiedź na to pytanie. Ona jednak pytała całkiem poważnie i miała w tej kwestii wątpliwości. Bo wiesz – powiedziała – tak się to wszędzie słyszy na temat tylu koni, że już sama nie jestem pewna… To prawda, słyszy się to niemal w każdej stajni, że jakieś zachowanie konia lub dany koń w ogóle jest złośliwy.

Taki koń ma zwykle dość ciężkie życie. Wszyscy z założenia traktują go ostrzej. Czasem, nawet gdy koń nie robi nic złego, na wszelki wypadek podniosą głos, szarpną mocniej za uwiąz, czy szturchną go profilaktycznie, bo to przecież taki „chamek”, „tłuk” i tylko patrzy, co by tu wykombinować, żeby człowiekowi życie uprzykrzyć. Kuli uszy, podgryza, nie wpuszcza do boksu, straszy przy siodłaniu i zapinaniu popręgu. Ucieka na padoku, nie stoi przy wsiadaniu, a na jeździe nie współpracuje, tylko ciągnie do koni. Gdy taki koń wygląda z boksu na stajenny korytarz, mijany jest z uczuciem niechęci, rezerwy albo strachu. Wszelkie nowe osoby w stajni są od razu uprzedzane, by uważały na tego „cwaniaka w trzecim boksie po prawej” i wprowadzane są w specjalną instrukcję obsługi jego tylko dotyczącą. Czasem zdarzy się osoba, która wyłamie się z tej zbiorowej niechęci i która postawi sobie za cel nawiązanie kontaktu z takim koniem. I całe szczęście – dla tego konia, bo te „złośliwe cwaniaki” to konie, które bardzo potrzebują czyjejś pomocy.

Warto przyjrzeć się uważnie, jak z perspektywy takiego konia wygląda jego życie. Musimy być w tym jednak naprawdę uczciwi.

Przede wszystkim

odrzucić na wstępie założenie, że świętym obowiązkiem każdego konia jest służenie człowiekowi i że koń też tak to widzi.

Prawda, o której lubimy zapominać, jest taka, że żaden koń nie rodzi się z marzeniem, by nosić jeźdźca na grzbiecie (czasem po kilka godzin dziennie, tak jak pracuje wiele koni w rekreacji). Żaden koń nie rodzi się z potrzebą, by wyjeżdżać na zawody zostawiając za każdym razem swoje stado. Żaden koń nie lubi, gdy niewprawny jeździec obija mu grzbiet i szarpie za pysk, ćwicząc ambitnie kłus ćwiczebny, choćby ten jeździec dał mu potem wiadro marchwi. Można by tu wyliczać bez końca. Nikt nie polubiłby bólu, dyskomfortu czy stresu. Można z nimi żyć, ale jeśli stanowiłyby codzienność w naszej pracy, dlaczego mielibyśmy ją lubić? Dlaczego koń miałby ją lubić i chcieć to robić? Jak my czulibyśmy się w takiej codzienności?

Gdy poznajemy jakiegoś konia, którego ktoś charakteryzuje jako złośliwego, kombinującego czy ze zwichrowaną psychiką, postarajmy się dowiedzieć jak najwięcej o wszystkich aspektach jego życia zarówno teraz jak i w przeszłości.

Jeśli chcemy uniknąć niesprawiedliwych ocen i znaleźć przyczynę trudnych zachowań konia, musimy posiadać choć podstawową wiedzę na temat dobrostanu koni, ich potrzeb, budowy i zdrowia. Dzięki tej wiedzy, nawet jeśli nie będziemy potrafili pomóc koniowi sami, będziemy wiedzieli, jakiego specjalistę poprosić o pomoc.

Na co zwracam uwagę, gdy ktoś prosi mnie o konsultacje u takiego takiego "trudnego, złośliwego" konia?

Obszarów jest wiele, to dopiero wierzchołek góry lodowej, ale zwykle okazuje się, że przynajmniej jeden, jak nie kilka z poniższych punktów nie funkcjonują tak, jak powinny.

  • Jak wygląda końska codzienność?

Czy koń wychodzi na padok w towarzystwie innych koni, ile czasu tam spędza (kilka godzin - to za mało!!!), czy ma możliwość jedzenia trawy / siana na padoku przez cały czas?

Jaką pracę wykonuje, ile godzin dziennie, ile dni w tygodniu? Czy jeżdżą na nim doświadczeni czy niedoświadczeni jeźdźcy? Czy pracuje tylko na hali, lub zawsze na tym samym placu, czy zabierany jest w różne miejsca, również w tereny?

Czy w stajni ma możliwość relaksu i odpoczynku, czy jest tam ciągle głośno? Czy opiekujący się nim stajenny jest ODPOWIEDNIĄ osobą?

  • Czy żywienie konia jest adekwatne do jego potrzeb?

U prywatnych właścicieli posiadających jednego konia rzadko zdarza mi się spotkać konie niedokarmione, częściej są przekarmione (paszą treściwą) względem tego, ile energii naprawdę potrzebują.

  • Kiedy koń miał ostatnio robione zęby? 

Czy kiedykolwiek dentysta zaglądał do jego pyska? Często zdarza się, że ostre krawędzie zębów ranią język lub policzki, uniemożliwiając poprawne pobieranie paszy. Co gorsza może być to dla konia bardzo bolesne podczas pracy nie tylko na wędzidle ale nawet na kantarze!

  • Na jakim ogłowiu pracuje koń? Czy wędzidło NA PEWNO dobrze układa się w końskim pysku?

Zdarza się np., że łączenia ogniw wędzidła podwójnie łamanego leżą akurat na krawędziach żuchwy. Jest to dla konia ogromnie bolesne. Również kantary sznurkowe potrafią działać bardzo ostro i być nieprzyjemnie dla koni, jeśli są niedopasowane lub nieprawidłowo użyte.

  • Czy SIODŁO na pewno jest dopasowane?

To jeden z najtrudniejszych tematów. Często właściciele odpowiadają, że jest dopasowane przez profesjonalistę. Ufff, to dobrze, wzdycham z ulgą, ale gdy pytam, kiedy ostatnio był, słyszę w odpowiedzi, że 4 lata temu, gdy kupowali konia! Grzbiety końskie się zmieniają! Nawet na przestrzeni kilku tygodni możemy zaobserwować zmiany w umięśnieniu konia na skutek dobrej pracy (przyrost mięśni) lub choroby, po zimie, po naszym dłuższym urlopie (spadek umięśnienia). Warto co jakiś czas położyć samo siodło bez czapraka na końskim grzbiecie i sprawdzić, jak leży. Najpierw jednak trzeba się tego nauczyć!

  • Jak pracują końskie kopyta? Jak wyglądają strzałki?

Czy są duże, suche i sprężyste, czy może wciąż trzeba walczyć w nich ze zgnilizną lub grzybem? Czy strzałki są szerokie czy wąskie? Czy koń stawia kopyto od piętki? Czy piętki są na tej samej wysokości?! Przy bolesnych i niesprawnie funkcjonujących kopytach konie mogą mieć sztywne łopatki, szyję, grzbiet czy zad. W poczuciu dyskomfortu i napięciu koń może odmawiać skoków, pracy na pewnych rodzajach podłoża, albo np. na ciasnych kołach. 

  • Czy koń nie ma jakichś bolesności grzbietu, szyi, mięśni w ogóle (od siodła, kopyt, dawnego urazu, niekorzystnej dla niego pracy).

Często potrzebna jest pomoc końskiego masażysty czy fizjoterapeuty. Obecnie jest w Polsce coraz więcej osób zajmujących się różnorodną pracą z ciałem konia i są one w stanie bardzo pomóc wielu koniom. My sami, jeśli nie znamy się na temacie, nie zawsze dostrzeżemy sztywność czy bolesność mięśni. Wiele osób zakłada, że skoro koń pobiegł na padoku kłusem lub galopem, nic nie może go boleć. Pamiętajmy, że przy swobodnym ruchu, to koń decyduje o tym, jak użyje swojego ciała i unika on ewentualnie bolesnych pozycji. Dopiero podczas pracy, gdy chcemy poprosić go o konkretne ustawienie ciała czy jakiś element, okazuje się, że jest mu ciężko dać to, o co prosimy.

  • Czy koń miał jakieś kontuzje lub urazy w przeszłości, które ograniczają teraz jego ruchomość w jakimś zakresie lub które były bardzo bolesne, długo się leczyły i koń je pamięta?
  • Jaką wiedzę i doświadczenie ma właściciel lub jeżdżące na koniu / obcujące z nim osoby?

Jeśli kompetencje tych osób są niezbyt wysokie, koń może nie czuć się przy nich pewnie, nie rozumieć ich chaotycznych sygnałów, nie odczuwać, by postępowały konsekwentnie zawsze w tych samych sytuacjach (bo nie postępują). W takiej sytuacji koń zaczyna przejmować inicjatywę, czując, że człowiek sobie nie radzi.

  • Jak wszystkie ww. punkty były spełnione w przeszłości przez poprzednie osoby opiekujące się koniem w poprzednich stajniach w których stał?

Czasem widzę, że właściciele denerwują się, gdy oglądam siodła i dopytuję o dietę, zamiast zajmować się problemami, które zgłaszają: np. kontrolą tempa, zagalopowaniem na prawo, czy wyłamywaniem przy przeszkodach. Wielu jeźdźców nie chce przyjąć do wiadomości, że to wszystko jest naprawdę istotne. A jest! Szczerze mówiąc nigdy nie planowałam wtrącania się w kwestie żywienia, siodeł i kopyt. Myślałam, że będę pracować tylko z końską psychiką, komunikować się z końmi i tego uczyć innych.

Tymczasem zobaczyłam, że to, co konie komunikują najczęściej, to że nie są spełnione ich podstawowe potrzeby.

Mimo rosnącej świadomości i edukacji, właściciele wciąż nie wiedzą, że warto zaglądać do końskich zębów, że zaniedbane kopyta uniemożliwiają poprawne wykonywanie ćwiczeń, a z siodła koń może wyrosnąć i trzeba je wciąż monitorować. Dziś już niemal nie wierzę w problemy psychiczne, których źródło leży po stronie konia. Konie, jak najbardziej mają problemy psychiczne, czasem nawet bardzo poważne, ale ich przyczyna leży w ogromnej większości po stronie człowieka. Zdarzają się konie, które rodzą się z problemami i myślę, że w ich przypadku przyczyny można szukać, tak jak u ludzi, w komplikacjach podczas ciąży (np. chorobie, zatruciu) czy problemach przy porodzie związanych z niedotleniem mózgu. Jednak ogromną większość kłopotów powodujemy my sami, a potem, nie rozumiejąc jak do tego doszło, przypisujemy koniowi wizytówkę: „złośliwy”, „wredny”, „cwaniaczek”.

Jak czuje się taki koń? Nie lubi pracy, bo gdy bierzemy go na jazdę, dzieją się różne niemiłe i bolesne rzeczy. Ucieka więc na padoku, ale zawsze i tak zostanie złapany… jakimś sposobem. Nie lubi, jak go dotykamy, bo nam nie ufa i parę miejsc go boli, więc odsuwa się od nas przy czyszczeniu, ale jest przywiązany, więc może się ruszać tylko trochę. Gdy się wierci, my szturchamy go mocno i krzyczymy stóóóój! Nie lubi swojego siodła, bo go uciska, a my właśnie się z nim zbliżamy. Koń nie może uciec, bo jest przywiązany. Więc zaczyna straszyć. Kuli uszy i próbuje gryźć. Wtedy my znów krzyczymy i przypinamy go teraz na dwa uwiązy. Taki koń nie chce, żeby na niego wsiadać. Broni się przed podejściem do schodków, bo wie, co będzie potem. Opiera się i opiera, więc ktoś podchodzi, by nam pomóc i przytrzymuje konia do wsiadania. Niestety i tym razem... udało się. Koń czuje się źle, jest spięty. Nie chce tu być. Nie chce, by człowiek go dotykał. Gdzie jest stado, gdzie są inne konie?! Ogląda się nerwowo w stronę padoków i stajni, rży. Wtedy dostaje mocną łydkę i pociagnięie za wodze, żeby się wreszcie skoncentrował!!!

W takiej pracy koń chce tylko PRZETRWAĆ, przetrwać do końca tej jazdy/ do końca dnia. Powrót do boksu lub, jeśli koń ma szczęście - na padok, daje mu wreszcie upragniony komfort i spokój. Następnego dnia historia się powtórzy i koń znów nie będzie chciał dać się złapać na padoku.

Bo jak ma nam powiedzieć, że go boli, że już nie może, że go uwiera, ciśnie, że nam nie ufa, nie lubi nas lub się nas boi?

Skoro nie mówi ludzkim głosem, nie kwiczy, nie skomle i nie napisze podania, to JAK?? ma nam powiedzieć, że coś mu doskwiera, jak nie właśnie poprzez próby UNIKNIĘCIA danej sytuacji, PRZECIWSTAWIANIE SIĘ nam.

Problemy psychiczne / trudne zachowania to najczęściej wtórne następstwo bólu lub nieodpowiedniego traktowania

Czy oparzyliście się kiedyś boleśnie, albo mieliście bliskie spotkanie z pastuchem elektrycznym w deszczowy dzień? Ja niestety miałam i do dziś, gdy mam wyciągnąć rękę w stronę taśmy, napinam się i już czuję te niemiłe skurcze mięśni. Czy zdarzyło się wam kiedyś coś bardzo przykrego lub bardzo miłego w jakimś miejscu i teraz za każdym razem, gdy tamtędy przejeżdżacie, to zdarzenie przywoływane jest w waszej pamięci?

Każdy z nas ma wiele takich doświadczeń. Konie również. Różne sytuacje, osoby i miejsca tworzą MAPĘ w naszej pamięci. Mapę, która odzwierciedla się również w odczuwanych emocjach i napięciu ciała towarzyszącym danemu skojarzeniu. Dlatego, nawet gdy już uporamy się z dopasowaniem siodła i wszystko wreszcie leży jak powinno, koń i tak będzie jeszcze przez jakiś czas straszył nas przy siodłaniu. Jego mięśnie zbyt dobrze pamiętają odczuwany wcześniej ból i koń obawia się go, tak jak ja napinam się dziś, gdy mam dotknąć taśmy od pastucha, choć wiem z całą pewnością, że prąd jest wyłączony. Jeśli bolesne doświadczenia trwają długo, powodują szereg problemów psychicznych i zaburzeń zachowania, które z czasem zaczynają funkcjonować niezależnie od swojego pierwotnego źródła. I tak np. w przypadku konia, który miał niedopasowane siodło, kulił uszy i podgryzał przy siodłaniu, może on zacząć „straszyć” również w innych sytuacjach, niezależnych od siodłania, gdy już raz odkryje taki sposób radzenia sobie z ludźmi. W takim przypadku zmiana siodła na lepsze, nie rozwiąże całego problemu. Z pewnością ulży koniowi podczas jazdy, ale nadal będzie on koniem kulącym uszy i straszącym ludzi. Jego zaufanie zostało mocno nadszarpnięte. Będziemy potrzebowali czasu i odpowiedniej pracy, by to zmienić.

Pierwszym prawem natury jest pragnienie własnego szczęścia.

Dbanie o siebie to bardzo zdrowy objaw. Chodzi nie tylko o przetrwanie – to potrzeba podstawowa, ale i komfort psychiczny i fizyczny, spokój, odpoczynek, poczucie bezpieczeństwa, bliskości, więzi, możliwość zabawy i odprężenia. Gdy konie odmawiają ludziom, nie robią tego wbrew nam, one próbują tylko o siebie zadbać - tak jak potrafią - skoro człowiek w tej kwestii zawodzi.

Nie wierzę w końską złośliwość wobec ludzi. Wierzę natomiast w niekompetencje jeźdźców, niedopasowany sprzęt, obolałe grzbiety i niesprawne kopyta. Wierzę w traumy z przeszłości i stresujące metody treningowe.

I wierzę, że konie to jedne z najbardziej szlachetnych, ofiarnych i tolerancyjnych zwierząt, z jakimi mamy do czynienia, a obcowanie z nimi jest przywilejem, który powinniśmy cenić.